screenshot_20170110-070028

Co może zaproponować światu pielgrzym…

Co może zaproponować światu pielgrzym, człowiek bez domu, stale borykający się z niepewnością jutra? Dla wędrowca, który przekracza wiele granic, jest uczestnikiem różnych kultur i przyjmuje chleb z wielu rąk, niepewność staje się codziennością. Ale pierwszą zasadą drogi jest wiara. Bez niej pielgrzym zgubiłby się w ciemności albo we mgle. To wiara podnosi go i prowadzi. Modlitwa nogami jest codziennym przekraczaniem granic i stawaniem wobec wstrząsającej prawdy o Bogu i o mnie samym, że oto jesteśmy tu razem: On i ja, bez barier, nic nas nie rozdziela. I w tym spotkaniu stale rodzi się pytanie: czy mój kierunek jest drogą do Niego czy ucieczką, pełnieniem Jego woli czy wygodnym odchodzeniem od mojej powinności? Pielgrzymka to pytanie o prawdę.

Czy człowiek niezakorzeniony w świecie ma coś do zaoferowania? A jednak wspólny posiłek w domu muzułmanów, żydów czy u prawosławnego mnicha, niesie bardzo ważną ideę: że nie musimy definiować siebie przez dzielące nas różnice. Pielgrzym jest bezbronny, jest w duchowej drodze, prosi o pomoc, dlatego budzi zaufanie. Gdy siadamy do stołu okazuje się, że każdy ma swoją historię, swoją godność i swoje lęki: Palestyńczyk z Jerycha i żyd z Hajfy, Kurd z Mersin, Turek z Izmiru i Grek z Nicosii. Ale tą zdumiewającą wspólnotę ludzkiej rodziny można dostrzec dopiero w wolności pielgrzyma, w wolności od schematów i uprzedzeń, w wolności od przywiązań. Za tą wolność pielgrzym płaci wysoką cenę.

Nie ma ziemskiego domu, który nie składałby się z muru. A mur, dając poczucie bezpieczeństwa, jednocześnie oddziela, tworzy granicę. Wielokrotnie doświadczałem tego w miastach stając przed zamkniętą klatką z domofonem. Podobny paradoks wolności był doświadczeniem żydów wędrujących z Arką. Wiedzieli, że Boga nie można zamknąć w ścianach, dlatego na czas wędrówki Arka miała namiot, podobny do tego, w którym sami mieszkali.
Przyszedł jednak czas, gdy trzeba było się zatrzymać, zbudować stały dom, świątynię.

Nad stanami jest i stanów-stan,
Jako wieża nad płaskimi domy
Stercząca w chmury…

Wy myślicie, że i ja nie Pan,
Dlatego, że dom mój ruchomy
Z wielbłądziej skóry…

Przecież ja? aż w nieba łonie trwam,
Gdy ono dusze mą porywa,
Jak piramidę!

Przecież i ja? ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa,
Dopokąd idę!…