608b

Czy oni wiedzą, że są dla mnie aniołami ?

Od rana słonecznie, gorąco, parno. Popołudnie… O! zaczyna się robić granatowo. No tak! Dookoła mnie już dawno pada. I to burze na całego. Obejmie mnie, czy nie? Lepiej się przygotować. Słuszna decyzja! Burza to to nie jest, ale kropi uczciwie. Już nie patrzę na spektakl błyskawic i wielkich szarych smug. Głowa nisko pochylona. Kryję twarz przed deszczem. Dostrzegam tego pikapa w lusterku wstecznym. Za autem platforma i coś tam na niej. Mimo to, kilka moich wózeczków by się zmieściło. Szyba od strony pasażera zjeżdża w dół. Dwóch młodych chłopaków. Tak, na pewno pytają, czy mnie podwieźć. Wojtek „dobra mówić angielska” – jestem pielgrzymem, muszę iść pieszo! Ale picie przyjmuję skwapliwie. Dwie butelki wody i jedną… Powerride’a! Łoł! Co za dar! Pojechali. Idę.

Od rana słonecznie. I bardzo gorąco. Popołudniu też. O! To ten sam pikap! Ha! Znowu oni. Tym razem dłużej pogadamy. Wyjmuję Tablicę Pokoju. Są „ochy”. Pewnie, że można sobie sfotografować! A! Właśnie! Ja zbyt często zapominam o uchwyceniu takich spotkań. Tym razem, na szczęście, mnie olśniło. Są foty. Chłopaki też sobie strzelają. Prócz wody – zimnej! dostaję burrito. Daniel mówi, że to dzieło jego żony. Później przekonam się, jakie pyszne. Żałuję, że nie zrobiłem i swoim telefonem zdjęcia w ujęciu, jak chłopaki. Carlos wpasował się między chorągiewki a mnie. Fajna to musi być fota! Ale i moja jest cenna. Jestem na niej z aniołami. Czy oni wiedzą, że są dla mnie aniołami właśnie? Zimna woda… Dla przegrzanego całodniowym słońcem organizmu… Brak odpowiedniego określenia. Dziękuję Panie Boże, że takich aniołów posyłasz i na wyznaczoną i mi drogę!

Jestem już w Roswell. Carlos! Sieeemkaaa! Tym razem nie żółwik. Rękawiczki mam zdjęte, więc po męsku ściskam dłoń moich dobroczyńców. Bo tym razem Daniel wyszedł zza kierownicy. Tak, wiem, jutro już się nie spotkamy. Będę szedł drogą już z drugiej strony miasta. Proszę o zrobienie mi fotki z ufoludkiem. W końcu to Roswell. I… po raz trzeci – God bless you!