17 maja 1

Droga pod górę, czyli pościg za złotem

17 maja

Wojtek ze zregenerowaną nogą zrobił wczoraj ok. 50 km! Ja o wiele mniej, ale pcham sprzęt pod górę prawie cały czas. Policzyliśmy że średni dzienny odcinek przez te 9 dni które za nami to ok. 29 km i u niego i u mnie. Obaj mamy teraz do środka krzyża w Denver podobna odległość 1720 km.

17 maja 2

17 maja 3

Już rozgryzłem numerację dróg w Stanach. Te prowadzące północ-południe mają liczby nieparzyste – zawsze dwucyfrowe np 13, 49. Te wschód – zachód oznaczane są parzyście np 50, 46. Jeśli jest droga podrzędną albo obwodnica oznacza się ją przez dodanie jednej cyfry z przodu np. 149.
Ja przez ostatni dzień przesuwałem się droga 49 na północ i w miasteczku Placerville słynnym z odkrycia tu kiedyś złóż złota (kalifornijska gorączka złota tutaj właśnie się zaczęła) – rozpoczynam drogę na wschód trasą nr 50.

Ameryka dalej jest w swojej ‚gorączce złota” choć pościg odbywa się teraz za innym złotem, a my wyznaczamy na niej nogami krzyż. I jeśli Bóg pozwoli ten znak dokończyć naszą pielgrzymką – ten krzyż przemówi sam. Bo dla nas jest znakiem prawdy i znaczy więcej niż złoto całego świata.

17 maja 4

Codziennie gdy się budzę mam przed sobą wschód słońca. To łatwe. Iść ciągle w kierunku wschodzącego słońca. Taka jest moja część krzyża – codziennie prosto na wschód.

Jest wiele rodzajów samotności i wiele rodzajów odrzucenia. Tutaj w drodze spotkasz je wszystkie. Możesz przeglądać się do woli w lustrze zdziwionych spojrzeń napotkanych ludzi. Niektóre odbiją twój lęk inne twoją ufność. Z ulgą uświadamiasz sobie po raz kolejny że tutaj w drodze nic ci się nie należy … wtedy przyjmujesz wszystko i za wszystko dziękujesz bo w drodze wszystko jest darem.
Najtrudniej dziękować za to co trudne choć wiesz że właśnie to jest najlepsze bo prowadzi prosto na spotkanie z tym czym jesteś naprawdę i z Tym który ma dla ciebie najlepsze.

Maryja… Ona zna wszystkie te drogi. Poszła ‚z pospiechem’ jako pierwsza

Jak zabawnie wyglądają z tego miejsca teologiczne debaty i polityczne spory.
Tutaj pierwszym nagłówkiem i newsem dnia jest woda jedzenie i nocleg i żeby zrobić do zmroku 30 km .

Wiara. Tutaj nie szukasz jej definicji tylko ona znajduje ciebie i pyta: Co tu robisz? Po co ten wysiłek i ryzyko. Dla kogo?
Z bojaźnią dostrzegasz swoje granice. Nie jesteś silny. Nie jestes bohaterem.
A jednak ktoś ci zaufał . Niesiesz intencje.
O ile więcej wiary ma matka dwuletniego Maksymiliana w labiryncie korytarzy dziecięcej onkologii. Gdyby wiedzieli jak mocno się na nich opieram…

Samotność i odrzucenie przemawiają językiem pokus. Łatwo wejść w ciemność i zgubic drogę. Co będzie jeśli kolo wózka złapie gumę? Mam przecież zapas.
Ale nie masz kluczy metrycznych do kół żeby je odkrecic.
Ktoś mi pożyczym
Na pustyni?

Muszę jutro znaleźć gdzies te klucze zanim wjade do Parku Narodowego Eldorado bo to trzy dni bez cywilizacji.

Mam duży szczelny worek na jedzenie. To zmniejsza ryzyko spotkania z niedzwirdziem. Wczoraj w nocy obudził mnie dźwięk drapania pazurami w brezent namiotu. Zvręką na miotaczu gazu z bijącym sercem szykowałem się do konfrontacji… i odkryłem że to był jeż. Mały śmieszny jeż próbował wdrapać sie na mój namiot a ja spanikowałem.
I tak jest z większością strachow w tej drodze . Gdy się im przyjrzeć z bliska – znikają .

.. nacierający z tyłu huk kolejnej wielkiej ciężarówki…odruchowo się kurczę ale kroku nie zmieniam. … Przekeciała…

Krzyże przy drodze. Pod jednym z nich ktoś położył wędkarski kołowrotek i butelkę piwa Corona. Co tak naprawdę chciałbym mieć kiedyś pod swoim?