5

Iskra Światła

Po Indianie wszedłem do Ohio. Krajobraz i farmy podobne ale widzę czasem przed domami figury Maryi. Mieszkają tu głównie katolicy, potomkowie XIX wiecznych emigrantów z Bawarii. Temperatura spada w nocy do 5 stopni. Zimno w twarz i w ręce. Potem robi się cieplej. Trochę obawiam się deszczu który zapowiadają na ten tydzień.

Rano przyszła myśl żeby modlić się za naszego ojca Grzegorza, franciszkanina z Łodzi, który tak jak my spotkał Boga będąc na dnie ciemności, chodzi z nami na pielgrzymki i jest teraz duchowym opiekunem naszej wspólnoty pielgrzymów. Piszę mu na msn że sie modlę za niego. Odpisuje, że ma ciężki dzień, trzy wezwania do umierających w szpitalu. Potem rozmowa z dziewczyną w 9 miesiącu ciąży, która myśli o samobójstwie. Ojciec dziecka siedzi za morderstwo.

Coraz trudniej iść. Nie tylko z powodu temperatur i ogólnego zmęczenia. Jakaś duchowa ociężałość czasem dociska do ziemi. Na polach szeleści całkowicie sucha kukurydza. Przychodzą myśli o końcu.
Jednak zawsze gdy jest źle, pojawia się iskra światła. Ta sama, która rozbłysnęła wtedy gdy po raz pierwszy spotkaliśmy Jezusa będąc na dnie rozpaczy i samotności. Dał nam wtedy nadzieję i nowe życie. Za Nim poszliśmy i wiemy od tamtego czasu, że cofnąć się oznacza powrót do ciemności. Nie chcemy tam wracać. Zadanie jest więc proste… mamy już tylko jeden kierunek. Trzeba iść

Do campingu Woodbridge nad jeziorem dochodzę po 20.00, gdy już jest ciemno. Na elektrycznym wózku podjeżdża człowiek, jak się okazuje właściciel. Mam szczęście bo właśnie kończył pracę i chciał wracać do domu. Pokazuje mi miejsce pod namiot. Są gniazda do ładowania komorki. W budynku obok gorący prysznic. Odpowiadam na pytania. Słysząc o naszej pielgrzymce nie chce zapłaty. Otwiera bar i robi dwie herbaty. Po chwili opowiada mi swoją historię.

Był maklerem. Inwestował powierzone mu przez klientów pieniądze. Dopóki giełda rosła dobrze zarabiał on i jego klienci. Gdy nastąpił kryzys i nie było wzrostów, zaczął kombinować. Fałszował raporty żeby dostawać nowe zlecenia. Inaczej sam by nie zarabiał. Czekał na odbicie giełdy. Ale stagnacja trwała długo. Krok za krokiem coraz głębiej wchodził w kłamstwo i lęk że sprawa się wyda. W końcu przyszła katastrofa.
– Zostałem skazany i spędziłem w więzieniu federalnym 4 lata. Szok i wstrząs. Dzięki temu mogłem jednak spojrzeć w prawdzie na siebie i całe moje życie. Żona czekała na mnie przez cały ten czas choć wiedziała, że życie z bankrutem po więzieniu nie będzie łatwe.
Ten czas okazał się blogosławieństwem.
Po wyjściu zacząłem nowe życie. Bez kompromisów z kłamstwem. Dziś mamy czwórkę wspaniałych zdrowych dzieci. Każdego dnia rano dziękuje Bogu za tamten ratunek. Błogosławi mojej rodzinie i naszej pracy. Oboje prowadzimy ten camping.

Daję mu nasz krzyż Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia. Nawzajem obiecujemy sobie modlitwę.

– Muszę już wracać do domu. Powiedz mi o której wstajesz jutro rano. Przyjadę i pomodlimy się razem…

42247799_2260554557351598_5542476268366200832_n8910