8lipca

Jest Msza!

Niedzielny poranek. Budzę się wcześnie i po śniadaniu szybko pakuje wozek bo chcę zdążyć na wieczorną mszę w Kremmling do którego mam 34 mile. Daleko ale za to lekko z górki.
Przychodzi SMS od Brandona. Pisze, że jest w stolicy Meksyku, że pamięta o mnie w modlitwie i że będzie wieczorem na mszy przed cudownym wizerunkiem Maryi z Guadelupe.
Brandon to młody chłopak którego poznałem jeszcze w Kaliforni. Jest zakrystianinem w Kościele Matki Bożej z Guadelupe, w miasteczku Lithorp. Modliła się tam nade mną wspólnota ubogich emigrantów z Meksyku, Nikaragui i Kostaryki. Otrzymałem od nich w prezencie ikonę Maryi z Guadelupe poświęconą w Sanktuarium w Meksyku. Niosę ją cały czas w małym plecaku razem z ikoną św. Józefa.

Wozek płynnie toczy się wśród górskich pejzaży. Pogoda sprzyja, słońce chowa się czasem za chmurami, utrzymuję więc dobre tempo.
Pokonanie 20 mil zajmuje mi czas do godziny 14.00. A więc caky czas jest szansa że zdążę na mszę o 18.00.
Niestety około 16.00 pojawiają się granatowe chmury i zsczyna grzmieć. Gdy zrywa się wiatr szybko szukam miejsca pod namiot. Ledwo zamykam się w środku zaczyna się ulewa. Po godzinie lekko się przejaśnia ale już i tak jest za późno…
A więc niedziela jednak bez mszy świętej.

Leżąc słucham jak deszcz stuka o pokrycie namiotu. Myślę o Maryi i o św. Maksymilianie. O jego wierności w czasie najtrudniejszych prób. O unieruchomieniu w bunkrze głodowym. Jak wtedy się modlił? Czy czuł opuszczenie?

Przychodzi sms od Brandona z lekko niewyraźnym zdjeciem cudownego wizerunku Maryi z Guadelupe i tekst:
„Udało się zamówić wieczorną mszę w sanktuarium w twojej intencji” .

A więc jednak jest msza!!!
Ucieszony odpisuje trzema słowami które znam po hiszpańsku:
„Muchas gracias amigo!”

8lipca2