26m2

Z Kanady do USA

26 maja

No to proszę o modlitewkę…

26m

27 maja

No to… módlmy się za tę Amerykę!

26m2

28 maja

Pierwsza kontrola na drodze w USA. Policjant swoje robi, ale bardzo sympatycznie. Przyznam jednak, że ręce miałem cały czas na wierzchu i nie wykonywałem żadnych gwałtownych ruchów.

28m1

29 maja

Przerwa w drodze. Siedzę pod daszkiem poczty na za..teeen, i leczę aloesem od Pawła swoje podstępnie poparzone ramiona. Nasze słonko jest uczciwe! A te amerykańskie niby leciutkie, a jednak agresywnie mnie potraktowało. A do tego człapię od rana i w ogóle nie chce mi się iść. Ktoś na podmianę?

29m1

A bo ja wiem..?! Może to i cuda?! W końcu Roman twierdził, że w USA księża nie mogą przyjmować nikogo pod dach, a tymczasem u mnie drugi kościół i drugi raz zostałem przyjęty na noc. W pierwszym większym miasteczku, w którym poprosiłem o nocleg, to jest w Cut Bank, wysłuchała mnie i udostępniła „salę spotkań” pewna pani. Nie wiem jaką rolę pełniła przy kościele. Wiem, że kościół jest pod wezwaniem Świętej Małgorzaty. A może to była sama święta Małgorzata? Oto jest pytanie! A dzisiaj, po ciężkim dniu, męczącym z powodu poparzonej skóry barków i ramion, gdy już doszedłem do miasta Shelby, skierowałem się od razu do wygooglanego kościoła pod wezwaniem św Williama.

29m2

 

Kościół, choć nowy, bryłę ma tradycyjną. Za to na plebanii ciemno i cicho. Zadzwoniłem do jednych, do drugich drzwi, ale nikt nie otworzył. No i teraz bądź mądry i zgadnij! Skoro msza jest prawdopodobnie tylko w niedzielę, to ksiądz przyjedzie jeszcze dziś wieczorem, czy dopiero na niedzielną mszę? Czekać, czy nie czekać… Rozpoczęła się uniesiona dyskusja w naszej grupie wsparcia modlitewnego na Messengerze. Padało pytanie za pytaniem. Wiadomo czy niewiadomo? W końcu Tereska wygooglała numer do księdza, Alina próbowała zadzwonić, ale w tym właśnie momencie ksiądz przyjechał i sam musiałem jakoś prowadzić rozmowę. Na szczęście Google Translator bardzo nam pomógł, a ksiądz Tom okazał się niesamowicie otwarty. Bez oporów przyjął w gościnę, dał pokój. I tylko zaznaczył, że do 8:00 rano, bo później ma ogrom obowiązków.

To stała niepewność towarzysząca każdego wieczora pielgrzymowi – gdzie dzisiaj będę spał? Czy kościół mnie przyjmie? Mnie przyjął. I to w tej Ameryce, w której miało być tak ciężko. Jeżeli jutro dam radę dojść do Conrad i tam w kościele Świętego Michała też zostanę przyjęty, no to… A tak naprawdę, to nie ma znaczenia. Liczą się relacje, które zachodzą między nami, ludźmi wierzącymi, katolikami. I niezależnie jaką odpowiedź otrzymam na prośbę o nocleg, to i tak wiem, że Pan Bóg ma w tym swój pl