29m

Lustro pustyni odbija całą prawdę

1 czerwca

25 dzień drogi na wschód po poziomej belce Krzyża Ameryki. Do flag na maszcie wózka doszła trzecia: błękit nieba Nevady ze złotym napisem – mottem stanu: BATTLE BORN (urodzony w walce, urodzony do walki). Nieba i słońca tu nie brakuje. Ani samotności ktora czasem kłuje w serce. Internet traci chwilami zasięg ale na szczęście jest. Kontakt z Wojtkiem i przyjaciółmi jest teraz bezcenny. Każde dobre słowo podnosi na duchu . Każde złe – bardziej rani. Droga nr 50 przecina pustynię Nevady od Carson City do Ely przy granicy z Utah. Tam chcę zostawić rower. Bez jego pomocy Nevada byłaby zbyt trudna dla mnie. Magazyn „Life” dał drodze nr 50 w 1986 roku tytuł „Najbardziej samotnej drogi w USA”. Za jej przejechanie samochodem dostaje się certyfikat. Na 287 milach (470 km) rozrzuconych jest 5 niewielkich osad, które kiedyś były stacjami wymiany koni dla dyliżansów słynnej Pony Express. Stephen King pisał tu swoją powieść „Desparation”. Tu nakręcono kultowy film „Black road”.

Zimno w nocy i upał w dzień.

Pogoda jest tu zmienna choć lokalni mówią, że ten maj jest wyjątkowo łagodny. Dwa razy zaskoczyła mnie burza z ulewą i silnym wiatrem. Namiot wytrzymał.

Teraz znów pali słońce. Nitka asfaltu maleje przede mną aż znika w drżącej chmurce gorącego powietrza 20 mil przede mną gdzieś na granicy ziemi i nieba. Ale ta granica w istocie jest wyraźna. Niebo na pustyni potrzebuje twardego dotyku ziemi. To nie miejsce na podziwianie romantyki pejzaży.

Zatrzymuje się samochód. Kierowca podaje mi dwie butelki wody. Mam zapas, ale przyjmuję. Pyta czy w nocy widziałem UFO. Mówię, że nie. Odpowiada, że tutaj różne dziwne rzeczy się dzieją. Żegna mnie słowem otuchy. Wracają duchowe siły.
Godzinę później wzmaga się wiatr i ciemnieje niebo, widzę blyski piorunów.

1cz2

 

Przy drodze stoi samochód z podniesioną maską i młode małżeństwo. Pytam czy wszystkie ok i zdaje sobie sprawę jak głupio brzmią moje słowa. Są jednak wdzięczni, czekają na holownik, zepsuł się komputer w samochodzie.

Pogoda się szybko pogarsza.

Muszę szybko rozbić namiot tylko okazuje się, że zgubiłem gdzies śledzie. Bez nich nici z namiotu. Przy drodze znajduje drut. Jest dość twardy. Z pomocą kombinerek łamię go na osiem sledzi w pierwszych uderzeniach deszczu. Mam schronienie przed burzą.

2 czerwca

Długie dni z dalekim horyzontem. Ale jest różaniec. I modlitwy duchowych współpielgrzymow, którzy idą ze mną drogą krzyża w swojej codzienności. Wojtek na polnocy ma gościnę dobrych ludzi ja spotykam zwierzęta.

Po pokonaniu grzebienia Austin pustynia wyraźnie się zazielenila. Raz słyszałem strumyk. Pojawiły się niewysokie drzewa i po raz pierwszy od Kaliforni zobaczyłem delikatne nieśmiałe pustynne kwiaty. Nie są okazale, za to piękne na swój ukryty sposób. Lustro pustyni odbija całą prawdę. Tu nie potrzeba wysokich form. Nie gra się wzniosłych ról w pięknych strojach.

Rano przed namiotem spotkałem czujne spojrzenie. Młody szakal z głową przy ziemi lustrował mnie chwilę z kilku metrów nieruchomymi ślepiami. Mniejszy od wilka,bardziej rudy z pięknym pyskiem i oczami w których była cała prawda tej krainy.
Potem zaczął się oddalać. Dziwnie nieporadnie. Teraz zauważyłem że kuśtykał na trzech lapach. Nie miał przedniej. Musi sobie jakoś radzić z doganianien zdobyczy. Odprowadziłem go spojrzeniem jak niczym zraniony w biodro Jakub kustykal w stronę wschodzącego slonca.

Indianie darzyli szakale uznaniem. Były symbolem sprytu i żartu. Są bardzo intekigentne i szybko się uczą. W wioskach indiańskich często były udomowiane. Człowiek zachodu gdy przybył na te tereny skojarzył szakala z tchorzliwością i podstępem. Może dlatego że w panice uciekały na wystrzał colta.

Wczoraj przed szczęśliwie zmierzchem znalazłem miejsce do biwakowania. Znowu naskalne znaki Indian otoczone opieką państwa. Ryte w skałach magiczne symbole i sceny z polowań. Znaki płodności. Indianie żyli połączeni z naturą. Przed zabiciem zwierzęcia prosili jego ducha o wybaczenie. Mocno pachną słońcu zioła. Indianie używali ich do leczenia i do okadzania. Coś jak nasz piołun .

2cz2

Mam stół. Na śniadanie piekę dwie tortille z serem w środku. Smakuja doskonale Ze skały przygląda mi się kruk. Dlugo milczy po czym wydaje ostry głos i zrywa się do lotu. Zatacza majestatyczny krąg nad okolicą i siada w tym samym miejscu. Jakby mówił: To mój teren bracie czlowieku. Możesz tu chwilę być ale cz ci już ruszać w drogę…