FB_IMG_1534773220138

Miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości

Po wejsciu do miasta Ames, kieruję się do kościoła św. Tomasza z Akwinu, który położony jest w centrum studenckiego campusu Uniwersytetu Stanowego Iowa. Połowa mieszkańców Ames to studenci, którzy akurat jutro rozpoczynają rok akademicki. Nowoczesny budynek mieści jednocześnie centrum duszpasterstwa akademickiego. Jedynym elementem ożywiającym surowe ściany świątyni, jest wielka wschodnia ikona krzyża wisząca nad stołem ofiarnym.

Na korkowej tablicy w korytarzu umieszczono cytaty z dzieł św. Tomasza z Akwinu. Jedno ze zdań brzmi: „Miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości”. Na półce odkrywam „Dzienniczek” św. Faustyny i kilka książek św. Jana Pawła II.

Młodzi ludzie kończą akurat spotkanie z diakonem. Słuchają mnie z początku zdziwieni, ale po chwili są uśmiechy i obietnice modlitwy. W ich spojrzeniach jaśnieje młodość: śmiałe marzenia i plany na życie, które całe przed nimi…

Razem z diakonem ładujemy mój wózek na zardzewiałego pick-upa i jedziemy do schroniska dla bezdomnych, gdzie diakon załatwił mi nocleg. Zna tam kierowniczkę.

Christina pracuje jako pracownik społeczny od wielu lat. Podobny dom jak ten w Ames prowadzi też w Cedar Rapids, 100 mil dalej na wschód.

Żeby przyjąć mnie na nocleg, musi wypełnić sporo formularzy z danymi na mój temat.

– Dostajemy dotacje rządowe i mamy z tym trochę biurokracji – wyjaśnia.

Chwilę się zastanawia, czy powinna wpisać mnie do bazy bezdomnych w USA. W końcu rezygnuje.

– Jesteś w sumie dość nietypowym bezdomnym…

W salonie wisi duży obraz przedstawiający domowników schroniska, jedzących wspólnie posiłek. Ciemnowłosa dziewczyna sportretowana po lewej, to autorka dzieła. Obraz świetnie oddaje atmosfere tego miejsca. Jest czysto i przytulnie, panuje wzajemna życzliwość, mimo że każdy z mieszkańców ma swoją ciężką historię.

W takim miejscu mocno wybrzmiewa pytanie o cel i sens życia. Zwlaszcza, że jesteśmy w kraju, gdzie miarą udanego życia jest sukces.

Nie ma tu żadnych symboli, książek ani tekstów religijnych. Christina wyjaśnia, że mieszkają tu chrześcijanie, żydzi, muzułmanie i osoby niewierzące. – Bezdomność nie ma swojej religii. Każdy modli się po swojemu.

Siadamy wspólnie do kolacji. Jedzenie jest tak dobre, że pytam kto tak smacznie gotuje. Słyszę wyjaśnienie, że to podarowane schronisku „left overs”, czyli „pozostałości” po wystawnym weselu.

Dostaję łóżko obok Malcolma, wysokiego 65 latka. Przed zaśnięciem opowiadamy sobie swoje historie.

– Skończyłem uniwersytet, miałem żonę i dwójkę dzieci. To było 10 moich najszczęśliwszych lat. Potem żona zachorowała na raka piersi. Walczyła z chorobą dwa lata. Zostałem sam z dziećmi. Ożeniłem się ponownie głównie dla nich. Druga żona chciala mieć jeszcze dzieci, a ja nie. Dlatego się rozstaliśmy. Przyszedł alkohol i nałogowy hazard. Pogubiłem się. Dzieci są już dawno dorosłe, ale nie chcą mnie znać. Czuję, że się zmieniłem, chciałbym nawiązać z nimi kontakt. Mam nadzieję , że kiedyś mi się w końcu uda. Dużo myślę nad swoim życiem. Mam 65 lat. Zastanawiam się, co dalej.

Richard ma z wyglądu ok. 40. Pracuje w warsztacie samochodowym. Jest bardzo zaciekawiony pielgrzymką, zadaje wiele pytań. Daje mi pieniądze na drogę i kartę, którą mogę zapłacić w sieci restauracji Perkins. Na karcie jest 12 dolarów i 50 centów. To jedno wystawne śniadanie.

– Z żoną poznaliśmy się w Las Vegas. Po 5 godzinach znajomości wzięliśmy ślub. Żyliśmy ze sobą 17 lat – mówi z dumą.

Nick przywędrował do Ames pieszo z północy Stanów. Swój dobytek pchał 600 mil w sklepowym wózku. Wie, co to daleka droga.

– Tutaj w Iowa jest praca – mówi z zapałem – Jeśli chcesz, mogę ci załatwić robotę płatną 10 dolarów za godzinę. W drukarni. Nic trudnego. Będziesz podawał papier na maszynę. Zarobisz na dalszą wędrówkę.

Tim marzy o wyjeździe na Alaskę.

– 8 czerwca zaczyna się sezon połowów ryb. Trzeba być właśnie w sezonie, bo zimą nie ma tam czego szukać: tylko prostytutki i alkohol.

Biorę prysznic i robię szybkie pranie.

Kładę się na wygodnym materacu, w czystej pościeli, wśród życzliwych, pomocnych ludzi, którzy po różnych życiowych przejściach, teraz wspólnie dzielą jeden dom.

Wraca pytanie o cel i sens życia.

Za czym tak naprawdę tęsknimy?

Dokąd zmierzamy?

Kiedy naprawdę jesteśmy szczęśliwi?

Jutro rano wyruszę w dalszą drogę na wschód. Do Chicago mam stąd nieco ponad 300 mil. To ok. 15 dni drogi…

Trochę się martwię pogodą, bo zapowiadają deszcze i burze.

Ale dotąd zawsze mi się jakoś udawało …

Przypomina mi się cytat ze św. Tomasza:

„Miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości”

(imiona osób zostały zmienione)

FB_IMG_1534773223761FB_IMG_1534773207071FB_IMG_1534773211526FB_IMG_1534773216545