28m3

„Modlitwy biedaka”

28 maja

Oprocz biblii na drogę mogłem spakować „Dzienniczek” wybrałem jednak małą książeczkę Grzegorza z Łukowa.
Tanie wydanie. Czytam na postojach. Autorowi wdzięczność za dedykację.

nie jestem tu sam… pozdrowienia dla znawcy psychologii wiewiórek ks. Grzegorza Piórkowskiego

29 maja

Trzeci dzień przez pustynię Nevady 50tką na wschód. Rano przejeżdżający TIR zrzucił mi kapelusz. Potem kierowca chciał mnie przestraszyć przejeżdżając od tyłu na klaksonie tuż obok mojego łokcia. Pewnie myślał, że bezdomny. Ale co robiłby bezdomny na pustyni… Na moment zimno mi się zrobiło w tym upale i złapałem doła. Niedługo potem otoczyła mnie czarna chmura harlejowców. Pytali czy czegoś nie potrzebuję. Akurat wszystko miałem. Pożegnali mnie klaksonami aż mi łezka pociekla.

Pofalowany dywan Ameryki ma bruzdy układające się z północy na południe. Idąc z zachodu na wschód trzeba co chwila wdrapywać się na kolejną. Punkt na mapie o nazwie Sand Mills okazuje się nie osadą tylko ubitym piachem pod parking dla nocujących w trasie camperow. Na szczęście stoi tu kilka tych wielkich domów na kołach. Od kierowców zbieram 8 małych butelek zimnej wody. Zatem w pojedynku zły-dobry mamy znów remis 2:2. Oczywiście to jest zawsze remis ze wskazaniem.
Po 10 godzinach drogi w słońcu wybieram na nocleg wzgórze przy drodze. To jak rodzaj obserwatorium z niesamowitym widokiem na okolice. Okazuje się, że to teren wykopalisk. Jest tablica. Grimes Archeological Point. Idący za zwierzyną wędrowni myśliwi sprzed 8 tysięcy lat zostawili tu po sobie ślady – ryte w kamieniach znaki geometryczne, kształty jakby ludzi i zwierząt i symbole których znaczenia nie mogą dociec dziś naukowcy. Najwięcej jest tych niezrozumiałych. Zupełnie jakby chcieć dzisiaj odczytać duszę człowieka sprzed 8 tys. lat. Widzę wydrążone w bazaltowych głazach otworki. Czarne głazy są pokryte nieregularnie rozrzuconymi punktowymi nawierceniami.

Może nomadzi dawnych czasów rzeźbili w kamieniu rozgwieżdżone niebo? Wiedza o świecie i kosmosie postąpiła naprzód, ale czy przybliżyła człowieka do tej wielkiej tajemnicy, za którą stale podąża?

Patrzę w dół. W absolutnej ciszy drogą u podnóża góry czasem przejedzie samochod. Slońce zbliża się do zachodniego horyzontu. Stamtąd przyjechalem. Tym szlakiem najpierw toczyły się na Zachód wozy osadników a potem w przeciwną stronę wieziono kopane tutaj złoto i srebro dla Unii na wojnę z Południem. Bogactwa naturalne Nevady pozwoliły Unii wygrać wojnę i utworzyć współczesne Stany Zjednoczone Ameryki, które później przechyliły szalę zwycięstwa w dwóch wojnach światowych a dziś idą przed innymi wyznaczając światowe kierunki w ekonomii, polityce , nowych technologiach.

Zachodzące słońce okrywa pustynię płaszczem delikatnej czerwieni. Dwie jaszczurki wygrzewają się na skale czekając na nieuważną mrówkę.

Tablica informuje, że wzgórze było kiedyś wyspą pośrodku jeziora. Przychodziły tu do wodopoju zwierzęta. Myśliwi ukryci za skałami szykowali się do ataku oszczepem. Wygrywał szybszy i silniejszy.

W tym pierwotnym akcie walki o przetrwanie widzę teraz symbol stale żywy i aktualny przez wieki. Za wszelką cenę dać kontynuację życiu… Jednak czuję, że w tej walce od zawsze człowiek nie myślał tylko o sobie samym. Myślał także o drugim człowieku. I nie tylko dlatego, że we wspólnocie łatwiej przetrwać. Akt poświęcenia czegoś z siebie dla drugiego człowieka to być może historia zapisana w nas od początku. Jednak ta ofiara osiągnęła swoją pełnię na innej górze. I tamta chwila już na zawsze zmieniła losy człowieka i świata wypełniając je nową, niegasnącą nadzieją.

Na granatowe niebo nad pustynia wychodzi księżyc. Jest chyba w pełni albo tuż przed. Złota tarcza jest jak wędrujący strażnik obietnicy, że po nocy zawsze wstaje dzień.