22maja1

Niechęć. Jałowość. Pustka.

22.05.2018

Wersja polska

Kościół św. Teresy z Lisieux to mały prostokątny budynek z drewna nad brzegiem Jeziora Tahoe. Jestem na mszy o 8 rano. Ok. 50 osób. Atmosfera skromności i wielkiego skupienia.

W głównym ołtarzu za krzyżem – okno z widokiem na majestatyczne, ośnieżone szczyty. Jestem bardzo zmęczony. Z trudem się skupiam na kazaniu. Uczniowie kłócą się który z nich jest większy. Jezus pokazuje im dziecko. Szczyty są potężne, giną teraz w chmurach. Tereska pokazała „małą drogę”. Nigdy nie wyszła poza klasztor a stała się patronka misji. Jezus nagle pokazuje mi wnętrze mojego serca. Widzę mroczne miejsca. Jak trudno mi przychodzi przebaczyć odniesione krzywdy, jak mało we mnie prostoty i ufnosci gdy tracę światło. Modlitwa przed Eucharystią jest już wołaniem biedaka.

Przede mną dziś prawie 30 mil. Niechęć. Jałowość. Pustka.

Pod koniec dnia znowu trzeba wspiąć się na góry otaczające jezioro. Od zmęczenia i huku tirów gubie się w różańcu. Jezioro Tahoe żegna mnie świecącą taflą. Carson City gdzie mam nocować to już Nevada. Na samej granicy stanów podnoszę z piasku zagubioną tablicę z kalifornijskimi numerami.

Zza zakrętu otwiera się nagle potezna panorama pustynnych wzgórz Nevady. Ścisk w sercu. Czuję się nagle malutki i osamotniony jak małe dziecko. Bardzo potrzebuje ręki Ojca. Pustynia…i Józef który dotąd nie odezwał się ani razu.
„Mała droga” w wielkim znaku.

English version

St. Therese of Lisieux Catholic Church is a small rectangular wooden building on the shores of Lake Tahoe. I am at Mass at 8 am. About 50 people with me. An atmosphere of modesty and great concentration. In the main altar behind the cross there is a window with a view of majestic, snow-capped peaks. I’m very tired. I can hardly focus on the sermon. It is about apostles who argue which one is bigger. Jesus shows them a child. The peaks are powerful, however, now they are fading into the clouds. Little Therese has just shown me „a little way”. She never went outside the monastery and yet became the patron of the mission. Jesus suddenly shows me the inside of my heart. I see dark spots. Forgetting hurts or injustice is painful and difficult. I miss trust and simplicity when I am losing the Light. My prayer before the Eucharist is already the call of a poor man.

Today, almost 30 miles ahead of me. Reluctance. Aridity. Emptiness.

Again, by the end of the day I have to climb the mountains that surround the lake.

I get lost in the rosary from the fatigue and rumble of trucks. Lake Tahoe says goodbye to me with a shining sheet. Carson City where I have to spend the night lies in Nevada. On the very border of states I lift a lost plate of Californian numbers from the sand. A powerful panorama of the desert hills of Nevada opens up from behind the bend. A grip in my heart. I suddenly feel tiny and lonely like a little child. I need Father’s hand very much. Desert… and Saint Joseph who has not spoken yet.
„A little way” in a big sign.