IMG_20180816_161427130

Opuncja

Czytaliście o cierniach? Tych, przez które trzy razy kleiłem dętkę? O wyjmowaniu z podeszew butów, to w ogóle nie wspominając. Otóż tego dnia nie była to jedyna kłująca przygoda. Dla wprowadzenia cofnijmy się w czasie. Do lat osiemdziesiątych. Gdy nastąpiła transformacja, w sklepach pokazały się różne, czasami egzotyczne owoce. Próbowałem wszystkie! Pośród nich znalazł się i owoc kaktusa. I teraz tu, w Teksasie, takie piękne owoce kaktusa dosłownie śmiały się do mnie na poboczach drogi! Nachalnie wręcz zapraszały: pamiętasz? no spróbuj! Nie byłem pewien, czy to te jadalne, ale w końcu uległem pokusie. Zerwałem. Jeden! Delikatnie, bo zauważyłem kępki małych kolców. A! Dam radę delikatnie usunąć – pomyślałem. Pomyliłem się… Nie dałem rady. Natychmiast nawbijało mi się ich w dłonie chyba dziesiątki całe! I co? Ano próbowałem usuwać je delikatnie zębami… Błąd! Duży błąd. Draństwo okazało się bardzo łamliwe. Za to skutecznie nawbijało mi się w górną wargę… I nawet w język! O, rany! Nie było sposobu na ratunek. Nawet penseta okazała się mało skuteczna. Co się dało, wydrapałem. Jednak przez dwa dni jeszcze, nagłe ukłucia przypominały mi o tej bolesnej nauczce.

Ważne, by nauka nie szła w las! Odrobiłem lekcje. Wygooglałem, jak się obchodzić z owocem opuncji. I dzisiaj spożyłem ucztę prawdziwą! Zapraszam na film!

IMG_20180816_163005105