romek2

Początek drogi na Wschód

6 maja

Robiąc sobie nawzajem znak krzyża na czole pożegnaliśmy się dziś z Wojtkiem.
On jutro 6.00 rano wylatuje do Edmonton w Kanadzie, skąd wyruszy na poludnie, a ja rozpoczynam stąd pchanie wózka na wschód, przez Kalifornię w stronę Nevady.
Pod wielkim mostem „Złote wrota” (Golden Gate) dobrze widać wyspę – słynne więzienie Alcatraz. Przypomniało nam się, że nasz świt wolności pojawił się wtedy, gdy byliśmy w zamknięciu.

Jeśli Bóg pozwoli spotkamy się znów dokładnie za 2000 km w centrum Krzyża Ameryki – w Denver. Tam przecinają się nasze trasy To będzie w okolicach 4go lipca, gdy Ameryka świętować będzie swój Dzień Niepodległości.

W mojej sypialni na plebanii polskiego kościoła świętego Brata Alberta gdzie spędzamy ostatnią noc przed wyruszeniem w drogę – wisi nad łóżkiem prosty krzyż zbity z surowych desek.
Na jego odwrocie przeczytałem:

„Tak jak dwie deski skrzyżowane ze sobą tworzą coś nowego, tak dwie drogi zycia … skrzyżowane – nie są i nie będą już takie same.”

7 maja

Jeszcze kawa i wytaczam wózek z gościnnej plebanii na asfaltowy szlak… Trasa przez Kalifornię do granicy z Nevadą. 11 dziennych odcinków po ok. 30 km. Ale biorę bufor i chce się zamknąć w dwóch tygodniach. Testowanie wózka, sprzętu, paneli solarnych, poznawanie ludzi i lokalnych warunków. czyli rozgrzewka. Temperatura idealna ok. 18 stopni. Zmrok o 20.00. Góry ze śniegiem wysokości Tatr. Mówią żeby uważać na niedźwiedzie w parkach narodowych ale najpierw kilka dni obok siedzib technologicznych gigantow Krzemowej Doliny.

Zaczynam od modlitwy w kościele i od godzinek… Pierwszy nocleg we Fremont. Parafia sw. Józefa. KS. Jan mówi że dla Amerykanów bedziemy z Wojtkiem kosmitami z Kasjopei. zobaczymy…
No to się zaczęło…

romek3

Jezu, Ufam Tobie
Roman