FB_IMG_1535278249050

„Przypadki” losu

To jest Anthony. Co mnie łączy z Anthony’m? Połączyło nas to, że obaj się zagapiliśmy. O parę centymetrów! To wystarczyło, aby zaistniała sytuacja dramatyczna. Bogu dzięki jednak, przerodziła się w bardzo pouczającą i sympatyczną.

Od paru dni szedłem wzdłuż granicy z Meksykiem. Do konkretnego przejścia, Eagle Pass – Piedras Negras. Tam jestem umówiony z naszymi przyjaciółmi, Meksykanami. I tak szedłem sobie konstatując, że ani bardzo aktywna służba graniczna, ani mijający mnie szeryfowie, nie interesują się mną wcale. Ot, machnęli od czasu do czasu ręką na przywitanie. I wszystko. I wczoraj, w przedostatnim dniu na ziemi Stanów Zjednoczonych, po przejściu sześciu czy ośmiu mil, zdarzyło się to właśnie. Korzystałem z pasa ruchu samochodów. Rozjeżdżony asfalt jest znacznie milszy mojemu wózkowi niż chropowaty asfalt pobocza. Przy ewidentnej konieczności zjeżdżałem jednak natychmiast, czujnie obserwując sytuację w lusterku wstecznym. Jeśli jednak nadjeżdżające z tyłu auto mogło mnie ominąć bez problemów, to nie zjeżdżałem całkowicie, choć oczywiście obserwowałem zachowanie kierowcy. W tym jednym, konkretnym przypadku okazałem się zbyt mało czujny. Dosłownie o parę centymetrów. Auto Anthony’ego nie odjechało w lewo, aby mnie ominąć. Konsekwentnie jechało blisko linii ciągłej, ograniczającej jego pas ruchu. Ja sam zdążyłem zrobić krok w prawo. Wózka całkowicie w prawo przesunąć już nie zdążyłem.

BUM!

No i… Co dalej? Auto zawróciło. Niby nie powinienem się nad tym rozwodzić, bo tak przecież powinno być! Nie zawsze tak jest. We Włoszech zostałem potrącony. Auto nie zatrzymało się. Anthony zawrócił i kilkakroć pytał mnie, czy ze mną wszystko okey? Ze mną tak, ale mój wózek… Nie było wyjścia. Wózek na pakę, ja do samochodu i do miasta. Anthony kupił nowy wózek, choć najeździliśmy się trochę. Dzięki temu jednak był czas na rozmowy (przez translator!) i na zjedzenie obiadu. Anthony ambitnie musiał mnie nasycić! Potem zafundował motel. Upierał się przy bardziej komfortowym hotelu, ale strona praktyczna przeważyła. Złożenie nowego i przepakowanie wózka prostsze było w parterowym motelu. Spędziliśmy z sobą ponad pół dnia. Sympatycznego i roześmianego dnia. A jaki z tego zysk duchowy? Może nie będę pisał. Ja przemyślałem kilka rzeczy. Niech każdy ma szansę przemyśleć „przypadki losu” w ciszy swojej osobistej duchowości.

FB_IMG_1535278241670FB_IMG_1535278237933