wojtek3

Siódmego dnia odpoczął

Dobry Panie Boże! Natchnij mnie swoim Świętym Duchem i pomóż mi napisać ten tekst! Przez Chrystusa, Pana mojego! Amen!
15 maja. Innsfail.

Idzie Człowiek… Ech, nie idzie niestety! Grzegorz z Polonii w Edmonton napisał: „… siódmego dnia odpoczął…” Skoro nawet On, Absolut, odpoczął, to czy ja – nicość, odpocząć mogę? Ech, nie odpoczywał bym, tylko szedł jak człowiek, ale… noga odpocząć musi. Tylko po co!?! Nie rozumiem… Często powtarzam, że nie ma przypadków. Hm! Jednak i tak nie rozumiem! Faktycznie minęło siedem dni drogi. Dziś nie ruszyłem. Leżę ze stopą ułożoną wysoko na poduszkach.

wojtek1
Obrzęk. Gorąco. „Kolorki”. I ból! Paweł z Red Deer nakupował mi wczoraj specyfików, a wieczorem ekstra dowiózł ocet i ketanol w maści. No i tak przykładam kompres z rozcieńczonego octu. Ketanolem też smarowałem. I zastanawiam się, czy wczoraj bez tych specyfików dałbym radę przejść tych 26 km? 26 km przez cały dzień… Porażka. A co, jeśli ta noga nie nadaje się już do niczego? Boże, niiieee!!! Takiej porażki to sobie wyobrazić po prostu nie potrafię. Wiem, że Pan Bóg dopuszcza na nas różne doświadczenia. Przecież już nie raz otrzymałem katechezę, że moje „ja”, moje „moją, ludzka mocą”, mój egoizm, to takie śmieszne NIC. Nie mam co do tego ani cienia wątpliwości. O co więc „Górze” chodzi z tą nogą? Po co to?
Jedną z wielu możliwości jaka przychodzi mi do głowy to to, że może o mnie mało co tu chodzi, że być może jestem wyłącznie tępym narzędziem, za pomocą którego Pan przemawia do innych. Rozmowa z Grzesiem – przed chwilą dosłownie, jakby potwierdzała taką opcję. Hej, Polonio kanadyjska! Codzienność to przeważnie pęd za doczesnością , co? A tu proszę! Jakieś dziwadło z Polski – Waszej Polski! – pojawia się i miesza. Odrywa uwagę od rutyny. Pielgrzym? Heh! Zjawisko… rzadkie? A może w ogóle nie spotykane? Gość idzie i się modli. Modlitwa… Duchowość… Bóg… Bóg?! Przecież facet złapał kontuzje nogi już na samym początku… No i co teraz..,? Powiem Wam co! Paweł z Kasią i dzieciakami zapraszają do domu na obiad.

wojtek3
Prawdziwy, polski, niedzielny obiad. Kupują specyfiki, dają kompres żelowy. Dają coś do jedzenia na jutrzejszą drogę. I datek jeszcze. Doszedłem do ich miasta, Red Deer, obolały. Doszedłem nazajutrz do lnnsfail bardzo korzystając z otrzymanych leków. Tu zostaję dobę, aby noga odpoczęła. Paweł dalej przyjeżdża! Z rana z Piotrem, a za chwilę (wieczór) ma przyjechać z kolegą fizykoterapeutą. Tyle zachodu dla jakiegoś tam pielgrzyma… A noclegi? W obydwu wymienionych miastach spałem w motelach opłaconych przez księdza Tomasza. Nawet się nie widzieliśmy! Wcześniej, w Wetaskiwin, motel z radością funduje mi para młodych, mieszkających tam Polaków. I też jeszcze wspierają. Jutro idę dalej. Choćby bolało. Już dziś jednak wiem, że szansa na nocleg pod dachem jest ogromna. Grzegorz przysłał mi posta: „Mam dla Ciebie kontakt z polskim księdzem w Olds, AB (y) Przeslala czytelniczka fb.com/PoloniaKanada.” A Sam Grześ to już w ogóle zjawisko. Odebrał mnie z lotniska w dniu przylotu. Zawiózł do Sióstr Służebniczek Maryi w Edmonton.

No i po wizycie Pawła i Jacka. Jacek spojrzał i niemal od razu wiedział w czym problem z moja nogą. Tak, zapalenie ścięgien, wynikające z przemęczenia i nacisku ściągacza buta. Masarz był dość bolesny.

wojtek2
Tak jednak trzeba. Nie można się cackać, tylko należy przywrócić drożność przepływów limfatycznych. Wykład otrzymałem niesamowity! Bezcenny. Będę stosował. A Paweł ponownie narobił zakupów i … obiad przywiózł, który Kasia zapowiedziała na Messengerze, gdy zapostowała dopytując o moje samopoczucie.
Na ten moment tyle. Muszę się przespać. Jutro droga…