26m

Świadectwo

26 maja

Polska wersja

Drogą 50 przez Newadę na wschód. Mało samochodów. Cisza. Dużo miejsca pod namiot. Trzeba pamiętać o wodzie i prowiancie bo osady rzadkie. Tęsknię za Wojtkiem… do spotkania w Denver jeszcze ok. 930 mil (1500 km)

26m2

Długie kilometry na Wschód. Pustka po horyzont. Przypomina mi się historiach która opowiedział mi o. Tom z klasztoru w Reno.

Do nowicjatu w LA wstąpił pewien młody Wietnamczyk. Urodził się pod Hanoi. Jego ojciec – nie wiem dokładnie w jakich okolicznościach – nawrócił się z buddyzmu na katolicyzm i za nim do Kościoła przystępowali kolejni członkowie rodziny. Osuszył część ryżowego pola i postanowił wybudować kościół. Gdy świątynia była gotowa z północy na Wietnam najechali Chińczycy niosąc wizję nowego Wietnamu. Kościół uległ zburzeniu. Potem była wojna z Vietkongiem w której brały udział USA. Na ludność cywilną spadały amerykanskie bomby chemiczne. Wojna była okrutna.

Po wojnie rodzina wyemigrowała do Kalifornii. Gdy chłopak dorósł wstąpił do franciszkanów. Jednak na trzecim roku seminarium ciężko zachorował. Nowotwór, który zaatakował nogę, był następstwem chemicznych bomb z czasów jego dzieciństwa. Lekarze amputowali nogę powyżej kolana ale to miało tylko przedłużyć jego życie o kilka lat. Zakon miał dylemat czy wyświęcić na księdza umierającego człowieka. Decyzja była na tak. W obliczu zbliżającej się śmierci młody zakonnik zaskoczył wszystkich oświadczeniem że wraca do Wietnamu. Wszyscy mu to odradzali z uwagi na nieuchronne represje jakie go tam czekały ze strony komunistycznych władz. Był jednak uparty.
– Chcę dokończyć dzieło mojego ojca i odbudować kościół w mojej rodzinnej wiosce.
Poleciał do Wietnamu i nie jest znana jego dalsza historia. Wiadomo tylko że pewien czas spędził w więzieniu. Nie wiadomo czy udało mu się odbudować kościół i jak długo żył.
Pewne jest tylko to że swoją postawą dał świadectwo Kosciola, który przetrwa wszystko.

English version

Route 50 through Nevada to the East. Few cars. Silence. A lot of space for a tent. It is necessary to remember about water and food because settlements are rare in this area. I miss Wojtek … Our meeting in Denver – I still have 1500 km (930+ miles) to go.

Long kilometers to the East. Emptiness beyond the horizon. I remind myself a story that Father Tom told me about in the monastery in Reno.

A young Vietnamese entered a novitiate in LA. He was born in Hanoi. His father, I do not know exactly under what circumstances, converted from Buddhism to Catholicism. After him other family members joined the Church. He dried a part of his rice field and decided to build a church. When the temple was ready from the North the Chinese invaded the country having their own vision of Vietnam. The church was demolished. Then there was a war with Vietcong in which the U.S. took part. American chemical bombs fell on the civilian population. The war was cruel. After the war, the family emigrated to California. When the boy grew up, he joined the Franciscans. However, he was seriously ill during the third year of the seminar. Cancer attacked his leg. It was the result of chemical bombs from his childhood. The doctors amputated his leg above the knee, but that was only to extend his life for several years. The order had a dilemma whether to ordinate a dying man so that he could become a priest. The decision was yes. In the face of the approaching death, the young monk surprised everyone with a statement that he was returning to Vietnam. All advised him stay in the U.S. because of the inevitable repression that was waiting for him from the communist authorities. He was stubborn though. “I want to finish my father’s work and rebuild the church in my native village.”, he said. He flew to Vietnam and his further history is unknown.

We only know that he spent some time in jail. It is not known whether he managed to rebuild the church and how long he lived. The only certain thing is that he gave his testimony to the Church that would survive everything.