w5cz2

Więcej wiary!

5 czerwca

Od Lynn i Billa szedłem do Vaughn. Wiedziałem, że nie dojdę do Great Falls. Za daleko. Prawie 60 km. A z Dutton do Vaughn 23 mile. Dystans idealny. No i dni tygodnia pasowały idealnie. Z Dutton przez piątek do Vaughn. Z Vaughn przez sobotę do Great Falls. Tam musiałem tylko znaleźć nocleg w którymś z kościołów katolickich, aby w niedzielę móc uczestniczyć we mszy. Tutaj, w USA, Święto Bożego Ciała obchodzi się właśnie w niedzielę, nie tak jak miało to miejsce w Polsce, w ubiegły czwartek. Wszystko więc pasowało idealnie. Ale… I tylko to jedno, małe „ale”. Great Falls to już inna diecezja. Tam znajomości Księdza Stanisława nie sięgały. I pani Tania mimo prób, nie znalazła nikogo, kto by mi zapewnił nocleg. Zdany byłem na siebie. I przyznam się, miałem sporo obaw. W końcu ksiądz Stanisław powiedział, że do któregoś z kościołów się dodzwonił, ale proboszcz nie był otwarty na takiego gościa. A jak trafię na tego właśnie księdza. No, strach! Wojtku! Więcej wiary! Po co takie nastawienie!? Modliłem się i szedłem. Jak co dnia.

W Great Falls w pierwszej kolejności zaszedłem do katedralnego kościoła świętej Anny. Baaardzo ładny kościół. Nie poszedłem jednak na plebanię. Nie wiem czemu skierowałem się do jednego z trzech kościołów, które znalazłem poprzez Google. Pierwszym był kościół Matki Bożej z Lourdes. Gdy wszedłem akurat była dość duża kolejka do spowiedzi. Zaczekałem. Gdy ksiądz dobrodziej skończył, podszedłem, zacząłem wyjaśnić sprawę mówiąc, że bardzo chciałbym przenocować w pobliżu kościoła ze względu na poranną mszę i czy mogę gdzieś tutaj rozbić namiot? Dzisiaj piękny dzień, więc nie ma problemu, a teren przykościelny jest dość duży. Ksiądz od razu odpowiedział: ale ja mam dla ciebie pokój! I równie bezzwłocznie zaprowadził mnie na plebanię. Tak, na plebanię! Nie do salki parafialnej czy jakiegoś innego pomieszczenia. Choć ja za każde z nich byłbym bardzo wdzięczny. Nawet w Polsce nie często zdarza się, aby ksiądz zapraszał na nocleg, na plebanię.