w8cz

Więcej nic zrobić nie mogę

8 czerwca

Do nich zaś powiedział:

„Czemu się boicie? Wciąż jeszcze nie wierzycie ?” Wtedy ogarnął ich wielki lęk i mówili jeden do drugiego: „Kim On właściwie jest, że nawet wiatr i jezioro są Mu posłuszne?”.
Ewangelia wg Św. Marka, 4, 40-41

Co prawda nie 50 km, ale 46 z haczykiem, przeszedłem. Hm..! mile lądowe są krótsze o 200 m! Taka tam nieścisłość… Mimo tej drobnej pomyłki, na ten dzień było dość. W bok od drogi farma wiatraków, tych produkujących prąd. Tam znajdę dobre miejsce. O, ten nie pracuje. Będzie spokojnie. Rozkładam namiot. Zastanawiam się jeszcze, czy dać dodatkowe szpilki na szczytach, czy nie? Chmury się zbierają, ale wcale nie jest pewne, że będzie padało. A! Dobrze – wbiję. Głowa do poduszki. Szybciutko odpłynąłem!

Z tego upragnionego snu budzi mnie nagle jakby kopanie w namiot. Co jest? Czyżby ktoś z obsługi wiatraków? Taka myśl wyrywa mnie z głębin nieświadomości. Pewnie chcą mnie stąd wygonić… Nie wszystko jeszcze łapię, ale to nie ludzie tak szarpią namiotem. To wiatr! Bardzo silny wiatr. O, rany, jak ten stelaż się wygina! Namiot prawie się kładzie. Błyskawice i grzmoty. Tak, to burza. I to same centrum burzy – grzmot następuje tuż po błyskawicy. O, mamo! Tak szarpanego namiotu w życiu nie widziałem. Czy ten namiot to wytrzyma? Co robić? W środku wszystkie rzeczy są nie zabezpieczone przed wodą. Muszę wzmocnić namiot. Szybko szukam dodatkowych szpilek i linki. Zaczyna padać. Ale nie zwracam na to uwagi. Wyskakuję i montuję dodatkowe umocowanie. Wiatrak zbudził się i pracuje jakby oszalał. Macha swoimi wielkimi ramionami niczym monstrualny potwór. W tych warunkach potęguje to atmosferę grozy. Chowam się z powrotem. Więcej nic zrobić nie mogę. I tylko zastanawiam się gorączkowo, czy zabezpieczać plecak, jego zawartość, dokumenty i inne rzeczy, czy po prostu zdać się na opatrzność i zacząć się modlić? Wybieram tę drugą opcję. Nie do końca jestem spokojny, ale jak na taką nawałnicę…

Myślę, że niepoprawni racjonaliści uznaliby mnie za wariata. Modlę się. Oddaję się Pani Przenajświętszej odmawiając „Pod Twoją obronę”. Jak tylko to możliwe, jestem spokojny. I po prostu czekam. W jednej ręce Różaniec, drugą ręką wspieram stelaż, który wygina się pod naporem wiatru do niemożliwych pozycji, Czekam, aż burza się przesunie. Po pół godzinie, a może dłużej, faktycznie grzmoty i błyskawice oddalają się. Uchylam zasłonę namiotu i widzę jak na tle granatowego nieba błyskawice podświetlają sylwetki wiatraków z końca farmy. Niesamowity widok! Tak, teraz, gdy nawałnica odpłynęła, to mogę sobie podziwiać, odetchnąwszy z ulgą. No, cóż? Nie do końca dałem radę, bo jestem tylko człowiekiem, ale jednak warto było zaufać Panu! Z radością przyjmuję, że warto, że to dobra droga. Deszcz padał, ale ja mogłem już spać spokojnie. Chwała Panu!