FB_IMG_1538160056117

Wybranie zależy od Boga

Idąc przez Ohio jestem w kontakcie z chłopakami z naszej wspólnoty w Polsce. Rozmawiam z Irkiem, piszemy do siebie z o. Grzegorzem, Leszkiem, Grzesiem, Andrzejkiem, Gosią, Markiem i innymi.
W stałym kontakcie oczywiście jestem z Wojtkiem, do którego wkrótce dołączę w Meksyku.
Więzi w naszej wspólnocie są silne i trwałe bo łączy nas doświadczenie bezsilności, a po niej Miłości, która nas podniosła, wyprowadziła z ciemności, a teraz posyła w drogę po to, żeby o niej świadczyć – nie opowiadaniem, ale dziękczynną modlitwą i świadectwem kroków.
Ta Miłość może odmienić najgorsze życie i oczyścić najczarniejszą duszę.
Każdy z nas świadczy o Niej inaczej, bo na różne drogi zostaliśmy posłani: jedni do małżeństwa, inni do kapłaństwa czy służby potrzebującym. Ale wszystkich nas łączy droga i wspólny kierunek: do Jezusa. Kierunek przeciwny to byłby powrót do ciemności, a tam już byliśmy i nie chcemy wracać.

Kilka dni temu wchodząc do miasta Findlay w Ohio trafiłem akurat na wieczorną mszę świętą. Po mszy lokalna wspólnota młodzieży ze swoim kapłanem zorganizowała spotkanie na którym młodzi ludzie dzielili się świadectwami nawrócenia. Opowieść jasnowlosej osiemnastolatki bardzo mnie poruszyła.
Mówiła o tym jak zdecydowała się pojechać na rekolekcje na pustelnię.

– Byłam daleko od Kościoła i „tych spraw” ale pojechałam trochę na przekór koleżankom, które się śmiały, a trochę z ciekawości. To było na odludziu w lesie. Było nas tam dwadzieścia osób. Pierwszego wieczoru ksiądz dał nam różańce i probował wyjaśnić na czym polega modlitwa. Niewiele z tego rozumiałam. Byłam całkowicie zielona. Nie miałam odwagi pytać go przy wszystkich więc potem na osobnosci powiedziałam księdzu, że nie wiem o co mam się modlić. Odpowiedział żebym odpowiedzi szukała w sercu, że serce wie o co mam się modlić. Wieczorem leżałam w łóżku z jedną ręką na piersi i z różańcem w drugiej i próbowałam wsłuchać się w moje serce. Wtedy zadzwonił telefon. Przerażonym głosem mama powiedziała że tata miał wypadek i żebym natychmiast przyjechała do szpitala. Zawiózł mnie kolega. Czułam wielki niepokój i lęk o tatę. Gdy dojechaliśmy tata był już po operacji, cały w aparaturze. Siedzieliśmy długo na korytarzu z mamą i bratem, aż w końcu lekarz powiedział, że sytuacja jest stabilna i że tata będzie żył. Wtedy zdałam sobie sprawę że w ręku cały czas ściskałam różaniec.
Teraz modlę się codziennie. Nie ze strachu. Modlę się bo wierzę że przy mnie jest Bóg który slucha mojego serca.

Po nocy na plebanii rankiem jadłem śniadanie w towarzystwie czterech księży na tarasie przed domem. Jeden był już sedziwym emerytem, drugi miał 50 lat, trzeci był rok po swięceniach a czwarty był praktykantem z seminarium.
Słuchali jak mówiłem o pielgrzymce „aCross America” a potem ten 50latek opowiadał o swojej pracy w więzieniu.

– Przez kilka lat odwiedzałem skazanych na karę śmierci. Jeden z nich czekał na egzekucję kilkanaście lat. W końcu zmieniły się przepisy i wyrok zamieniono mu na dożywocie. Jako 18 latek zrobił skok z bronią na aptekę. Był narkomanem i potrzebował narkotyków. Strzelił do interweniującego policjanta zabijając go na miejscu. Dziś ma prawie 60 lat. Siedem lat temu się nawrócił. Wie że umrze w więzieniu. Jego wiara jest taka czysta. On czeka już na to co jest po drugiej stronie.

W Liście do Rzymian Paweł pisze :

„Wybranie więc nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga,
który okazuje miłosierdzie.” (Rz. 9,16)

FB_IMG_1538160053073FB_IMG_1538160049640FB_IMG_1538160044935