18lipca4

Zagubiony

Denver. Środek „Krzyża Ameryki”. Stolica stanu Kolorado słynie z libaralnych poglądów i wolności, która przekracza kolejne granice. Po konserwatywnym Utah Denver to przestrzeń indywidualizmu, konsumizmu i wolności seksualnej. Liberalne orzecznictwo sądów sprawia że przyjeżdżają tu pary homoseksualne z całego świata adoptować dzieci prosto z oddziałów położniczych. Mówiła nam o tym Ula, która pracuje na oddziale noworodków.

Idąc cały dzień przez metropolię Denver za tyle rzeczy chciałem zganić cywilizację śmierci.
I nic mi z tego nie wyszło.
Stopy chcą tylko błogosławić.

Idę cały dzień przez gęsto zabudowane dzielnice. Po San Francisco to pierwsza wielka metropolia na mojej trasie. Jeśli USA wyznaczają kierunki światowych procesów – to czy tak wygląda przyszłość nas wszystkich?
Otaczają mnie uprzejmi, pokryci wymyślnymi tatuażami ludzie, całkowicie zanurzeni we własnych światach. Kultura rowerów, miłośników psów, najwymyślniejszych form sztuki i ubiorów. Mijam elegancki cmentarz dla psów. Jeden z nagrobków ma kamienny krzyż.

18lipca3

 

Mój wózek nie wzbudza niczyjej uwagi.
Wieczór zastaje mnie w centrum. Przede mną po drugiej stronie rzeki rozświetla się panorama wieżowców City.
Nie można rozbić namiotu w parku. Szukam motelu. Chlodna obsługa i bardzo wysokie ceny. Ale to tylko jedna noc. Czuje samotność i dziwne zagubienie, którego nie czułem wczesniej nawet na pustyni Nevady.

Wstaję wcześnie rano żeby zdążyć na mszę o 8.00 rano do oddalonego o milę Kościoła Matki Bożej z Guadelupe. Idę przez elegancką dzielnicę. Piękne domy, właściwie rezydencje otoczone ogrodami, z doskonale utrzymanymi trawnikami.

Skromny kościół z cegły stylizowany na pierwsze hiszpańskich kościoły w Ameryce.
Msza po hiszpańsku, ale na szczęście Eucharystia nie wymaga znajomości języka.
Wokół mnie Meksykanie, rodziny z dziećmi. Widać, że to ubodzy mieszkańcy Denver. Jestem jedynym białym. Wymieniamy uśmiechy. Od razu czuję się lepiej. Wracają siły.

18lipca2

Po mszy proszę księdza o błogosławieństwo na drogę i znów wkraczam w świat wielkiego Denver.
Przede mną długa droga przez przemysłowe dzielnice, fabryki i rafinerie.
Odczuwam w sobie zderzenie dwóch światów, ale wrócił pokój. Nawet jeśli niewiele rozumiem, to znam kierunek. Nogi same chcą błogosławić ziemię po której idę.

18lipca

Gdy zatrzymuję się na skrzyżowaniu żeby na mapie w telefonie odszukać drogę wyjścia z centrum, obok zatrzymuje się elegancki samochód. Kobieta opuszcza szybę i pyta z uśmiechem:
– Are you lost? (Czy pan się zgubił?)